[ Pobierz całość w formacie PDF ]

powóz uwiezie z tego domu jaśnie panienkę Hannę
Winthrop, udającą się z wizytą. Jutro bowiem wyje-
dzie stąd już tylko Hanna Winthrop, skromna guwer-
nantka, udająca się do swych chlebodawców w Dorset.
Hanna zacznie całkiem nowe życie, z dala od Gilling-
don Park, z dala od Roberta i jego słodkiej obietnicy
wspólnego życia.
Usłyszała turkot kół, a więc powóz zajeżdża, trzeba
Skandaliczne zaloty 285
otrząsnąć się ze smutnych myśli i ruszać z wizytą. Po
raz ostatni, przecież jej dotychczasowe życie, życie
szlachetnie urodzonej damy, dobiega końca. Teraz
będzie samotnie, z mozołem wykuwać swój los, jak
setki innych kobiet, tak samo samotnych jak ona,
którym los nie chce sprzyjać. %7łycie Hanny wypełni
ciężka praca, troska o byt, nie będzie czasu ani siły na
żadne rozdzierające serce wspomnienia, na żadne spe-
kulacje. Co by to było, gdyby...
A gdzież jest pan Mudd? Ociąga się z tą peleryną,
a powóz jest już na podjezdzie. Słychać dzwoneczki
przy uprzęży, takie dzwięczne, radosne. Hanna uśmiech-
nęła się do siebie. Pan Briggs zadbał, aby powóz,
wiozący pannę Winthrop, wyglądał odświętnie.
Nagle uśmiech zgasł na jej twarzy, a serce zaczęło
szalony bieg. Ten głos... głos męski, mocniejszy niż
srebrzyste trele dzwoneczków...
Rzuciła się ku drzwiom, żeby otwierać, jak najszyb-
ciej. A z tyłu wołał zadyszany pan Mudd:
 Już jestem, panienko! Panienka wybaczy, oto
peleryna panienki. I pozwolę sobie życzyć panience
wesołych świąt!
 Dziękuję, panie Mudd. I wam też życzę świąt
radosnych. Panie Mudd, a cóż to tam za zamieszanie na
podjezdzie?
 Ja nie wiem, panienko, ale Ned przybiegł do mnie
przed chwilą, mówił, że to zajeżdża jakiś obcy powóz,
duży powóz, panienko, zaprzężony w czwórkę koni.
Wstrzymała oddech, a kamerdyner otwierał ciężkie,
dębowe drzwi.
286 Gail Whitiker
Wielki powóz był już pod domem, drzwi powozu
już otwarte. A w tych drzwiach...
On... Wyczekany, wytęskniony...
Jednym skokiem pokonał schody, wpadł do holu,
wyciągnął ramiona...
 Najmilsza! Witaj i wesołych świąt!
Obok stał pan Mudd, ale jej było wszystko jedno.
Ona musiała przytulić głowę do szerokiej piersi, choć
na sekundę, i dopiero potem unieść twarz.
 Witaj, Robercie! I wesołych świąt  szepnęła
prawie niedosłyszalnie, jej ogromne oczy lśniły od łez.
 Najdroższy...
Nagle, przez te łzy, dostrzegła, że z powozu ktoś
jeszcze wysiada. Jakiś mężczyzna, wysoki, postawny,
zbliża się do domu statecznym krokiem. O wiele
starszy od Roberta, w pięknie skrojonym ubraniu
z dobrego materiału, a więc na pewno dżentelmen. To
dziwne, że Robert przywozi do domu na święta kogoś
zupełnie obcego...
Wysunęła się z objęć Roberta, wyrwana już zupeł-
nie ze swego oszołomienia, świadoma obecności tylu
ludzi wokół.
 Witaj, bracie  powiedziała głośno.  Jestem
szczęśliwa, że zjechałeś na święta. Zaczynałam się
już martwić, że ten czas, tak uroczysty, spędzisz
z dala od domu. Nie dostałam od ciebie żadnej
wieści, Robercie.
 Nie przesłałem, Hanno, bo nie byłem pewien, czy
zdążę dojechać na czas.
Znów zniżył głos, prawie do szeptu.
Skandaliczne zaloty 287
 Gnałem do ciebie jak szalony, najmilsza. I zastaję
ciebie tak piękną...
Obcy dżentelmen wszedł już do holu, pan Mudd
odbierał od niego płaszcz i kapelusz. Hanna spojrzała
na niego, żywiąc w duchu nadzieję, że obcy dżentel-
men nie dostrzegł osobliwej czułości, z jaką lord
Winthrop witał siostrę. Ale w niebieskich oczach
dżentelmena nie było żadnego zdziwienia. Te oczy
były osobliwie wzruszone, i była w nich jeszcze jakaś
ciekawość, wielka ciekawość.
 Robercie, proszę, uczyń mi ten zaszczyt i pozwól
poznać twego gościa!
Robert milczał.
 Robercie?  powtórzyła Hanna, spoglądając na
niego ze zdumieniem.
 Wybacz, Hanno, wybacz  odezwał się dziwnie
zmienionym, nieswoim głosem.  Ale nigdy w życiu
jeszcze nie byłem świadom, że dokonuję czynności tak
ważnej... Moja droga, pozwól, że ci przedstawię hrabie-
go Kilkerrana. Milordzie, pan pozwoli, oto panna
Hanna Winthrop.
Hanna znów spojrzała na Roberta ze zdumieniem.
A dlaczegóż nie przedstawił jej jako swojej siostry?
Dygnęła przed gościem.
 To zaszczyt dla mnie i wielka przyjemność, że
mogę pana poznać, panie hrabio. I pozwolę sobie
złożyć panu życzenia wesołych świąt!
 Dziękuję i pozwalam sobie również złożyć pani
życzenia wesołych świąt  odparł dżentelmen, kłania-
jąc się uprzejmie.  A cały zaszczyt i przyjemność
288 Gail Whitiker
przypadają mi w udziale, panno Winthrop, jako że
mam sposobność przekonać się, iż wszystko, o czym
opowiadał lord Winthrop, jest najszczerszą prawdą.
Głos hrabiego był niski, głęboki i słychać było, że to
przybysz z dalekiej Szkocji. I w tym głosie było jeszcze
coś... coś, co zastanawiało. Spojrzała na Roberta, potem
przeniosła wzrok na starszego pana. Obaj mężczyzni
milczeli, i obaj nie odrywali od niej wzroku. Jakby na
coś czekali... A ona nagle poczuła, że Robert miał rację.
Przedstawienie jej hrabiego Kilkerrana było czymś
niezmiernie ważnym.
Spojrzała jeszcze raz na hrabiego, spojrzała tak
naprawdę.
 Boże...
Nagle wszystko zawirowało, jakby jakaś gigantycz-
na dłoń porwała stary dom i zaczęła kręcić nim bez
opamiętania. Czuła, jak silne ramię Roberta chwyta ją
wpół, słyszała, że Robert mówi coś do niej, ale ona nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • natalcia94.xlx.pl