[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Pomyślcie: jaki znak był najmilszy hitlerowcom?
- Swastyka - odpowiedziała Zośka.
- No więc patrząc przez jej  pryzmat spójrzcie jeszcze raz na żałobny napis...
- A żeby cię! - jęknął z zachwytem Zyga i popędził po śrubokręt. Ja tymczasem
tłumaczyłem Rzeckiemu, który zostawił okulary w aucie:
- Gdy pochyliłem się nad tablicą zobaczyłem, że niektóre z cyfr i liter oraz ozdobne
łby wilcze mają nacięcia. Tak jakby były łepkami śrub. Teraz już łatwo było zauważyć, że tak
zaznaczone są krańce ramion swastyki, którą wyznacza na tablicy napis...
Zyga był już z powrotem. Powoli pod naciskiem śrubokręta i ostrz łopatek
zaśniedziałe brązowe śruby poczęły się obracać...
Jeszcze jedna śruba, jeszcze jeden obrót... Tablica zsunęła się ze zgrzytem z płyty. W
odsłoniętym wgłębieniu zobaczyliśmy skórzany woreczek i pergaminowy rulon. Obok nich
leżała zalakowana butelka.
Chwyciłem woreczek, nader ciężki, rulon i butelkę:
- Uciekajmy stąd!
- Ależ grób! Jak można go tak zostawić! - zawołał Rzecki.
- Uciekajmy, bo już do tamtej staruszki dołączyła druga. Zaraz będziemy mieli całe
Górowo na głowie. Poza tym, jeśli jest tu pochowana prawdziwa Irma Wolf, to ja nazywam
się Ireneusz Burek! - pociągnąłem go za rękę.
Zbiegliśmy cmentarną ścieżką obok dwu oburzonych kobiet. Powietrze było coraz
bardziej gorące, lepkie. Gdzieś od północy przetoczył się pierwszy grom. Wskoczyliśmy do
Rosynanta. Nie żałowałem gazu. Gdy przejeżdżaliśmy ulicą Wyszyńskiego wydawało mi się,
że w jednym z okien błysnął obiektyw aparatu fotograficznego czy szkło lornetki... Niech
tam! Wyjechałem na lidzbarską szosę, za znany już nam z nieudanych poszukiwań wiadukt.
Rozsiedliśmy się na trawie:
- No to od czego zaczynamy? - Zyga spojrzał na mnie.
- Od woreczka - zaśmiałem się - bo jest najcięższy!
Rozsupłałem zawiązujący go rzemyk...
- O rany! - jęknęła z zachwytem Zośka.
W moich dłoniach mieniły się, połyskiwały złote obrączki, pierścionki i sygnety.
- Pora sięgnąć po pergamin - pokiwał głową nad rozsypanymi kosztownościami
Rzecki. - Chyba na nim znajdziemy wyjaśnienie, skąd tu tyle tego dobra - ostrożnie zsunął
przewiązującą rulon zetlałą wstążkę i delikatnie go rozprostował... Zobaczyliśmy wypisany
gotykiem po niemiecku tekst:
Podpisując się krwią własną obiecujemy trwać wiernie, na dobre i złe, przy Rzeszy
Niemieckiej i jej wielkim wodzu, Adolfie Hitlerze, bądz przy wyznaczonym przez niego
Następcy.
Niżej wypisane były jakby zblakłym brunatnym atramentem, a więc rzeczywiście
krwią, imiona i nazwiska. A na samym dole karty widniała pieczęć w formie wilczego łba...
- Mamy więc ślubowanie członków Werwolfu i nawet potwierdzające je złote dowody
zaślubin - Zyga podrzucił sygnet. - Ciekawe, co kryje butelczyna?!
- Właśnie! - pokiwałem głową. - Mamy tu pergamin i woreczek z dobrze wyprawionej
skóry. Butelka zdaje się wskazywać na to, że ktoś po złożeniu w schowku ślubowania
otworzył go raz jeszcze i włożył do niego coś bardzo ważnego. Użycie jej wskazuje także na
to, że ten tajemniczy ktoś liczył się z tym, że do schowka może dostać się dopiero po wielu,
wielu latach. Szkło, o ile się go nie stłucze, jest praktycznie niezniszczalne...
- Co więc pan proponuje? - obejrzał butelkę Rzecki.
- Właśnie zniszczyć butelkę, czyli ją stłuc. Tylko ostrożnie, żeby nie uszkodzić
zawartości, którą wydaje się być zwitek papieru.
Położyłem butelkę na kamyku i uderzyłem w nią drugim.
Brzęk! Powolutku rozwijałem pożółkły papier.
Ukazał się nam fragment tak zwanej ślepej mapy, czyli takiej, na której nie ma
podanych nazw, a jest jedynie ukształtowanie terenu. Nasza mapka wydawała się ukazywać
fragment brzegu morza czy też wielkiego jeziora i strome wzgórza nad nim. Na szczycie
jednego z nich widniał czerwony krzyżyk i niemiecki napis drobnymi literkami gotyckimi:
 Ona jest tu .
- Bursztynowa Komnata! - szepnęła Zośka. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • natalcia94.xlx.pl