[ Pobierz całość w formacie PDF ]

 Oczy wiście  odpowiadam, jakby nie można by ło udzielić na to py tanie żadnej innej
odpowiedzi.
Ale oczy wiście jest to wierutne kłamstwo.
Wstaję z krzesła z nadzieją, że nie zdradzę w żaden sposób swoich prawdziwy ch uczuć.
 Wy chodzę dzisiaj wcześniej, pamiętasz? Muszę iść jeszcze na górę i sprawdzić, czy wszy stko
gra.
Kiwa głową, patrząc na mnie tak, jakby czy tał w mojej głowie i z łatwością wy chwy cił
kłamstwo.
Mam jednak nadzieję, że tak mi się ty lko wy daje.
Patrzy na mnie długo, zaczy nam się obawiać, że zacznie mnie przesłuchiwać. Ale w końcu
uśmiecha się czarująco, wręcz dobrodusznie.
 No to dobrze  mówi w końcu.  Do zobaczenia w Santa Monica za kilka godzin.
Drink. Po lekcji z Nikki i Wy attem.
 Będziemy  mówię lekko.
Wraca za biurko, kiwa mi głową na pożegnanie i zanurza się w korespondencji.
Wy puszczam powietrze i ruszam w stronę drzwi dzielący ch biuro Damiena od recepcji, gdzie
spodziewam się zastać jedną z sekretarek.
Zamiast niej, widzę jednak Jacksona.
 Hej  mówi.  Jesteś prawie gotowa?
Waham się chwilę.
Nie jestem na to gotowa. Jestem wręcz absolutnie nieprzy gotowana.
Staję w miejscu, odrętwiała i niepewna. Kiedy jednak drzwi zamy kają się za mną i sły szę ich
trzaśnięcie, podchodzę do biurka, jakby dodało mi to sił.
 Zmieniliśmy plany co do sesji  kłamię, patrząc na notatki, jakby by ły to najważniejsze
fragmenty historii świata.  Coś się wy darzy ło w biurze w Hongkongu. Będę pracowała do pózna
z Damienem.
 To niedobrze.
Wsuwam się za biurko i silę na smutny uśmiech.
 No cóż, takie jest ży cie. Ale ty możesz iść.
 Zostanę. Mam mnóstwo pracy na dwudziesty m szósty m piętrze. Może pójdziemy coś zjeść,
jak skończy sz.
 Zjem tutaj.
Mówię do niego, ale nie patrzę mu w oczy . Nie mogę, gdy ż nie chcę płakać ani krzy czeć, a
bardzo poważnie się obawiam, że jeśli na niego spojrzę, to może się tak skończy ć. Teraz marzę
ty lko o ty m, żeby Jackson wreszcie sobie poszedł. I właśnie ta świadomość doprowadza mnie do
płaczu.
 Sy l?  mówi cicho i ostrożnie, a ja zdaję sobie sprawę, że niewiele mogę przed nim ukry ć. 
Co się dzieje?
Powinnam mu powiedzieć, ale nie potrafię. On długo ukry wał przede mną swój sekret, ja też
mam prawo do milczenia.
 Nic. Hongkong. Jestem trochę rozkojarzona.
Widzę wy raznie, że Jackson mi nie wierzy  inteligentny facet  ale nie daje mi tego do
zrozumienia.
 W porządku  mówi ostrożnie.  Będę pracował u siebie. Pojedziemy razem do domu.
 Wezmę samochód firmowy .
 To niepotrzebne. Mam mnóstwo pracy .  Patrzy prosto na mnie i widzę, że nie wierzy w ani
jedno moje słowo.  Zawiozę cię do domu. Miło będzie pogadać po drodze.
Idzie do windy , nie czekając na moją odpowiedz. Wciska guzik i nawet się do mnie nie
odwraca.
Cholera.
Nie uświadamiam sobie, że właściwie już podjęłam decy zję, zanim wsiadłam do windy .
Właśnie przy jechała, Jackson wchodzi do środka, ja za nim. Kiedy zamy kają się drzwi, zwracam
się do niego, dając upust wszy stkim emocjom, jakie gromadziły się we mnie od chwili rozmowy
z Damienem.
 Niech cię cholera, Jacksonie Steele.  Jest mi jednocześnie zimno i gorąco, wzbiera we mnie
taka furia, że mogę za chwilę wy buchnąć.  Twierdzisz, że nie chcesz mieć przede mną żadny ch
sekretów, a gdy nadarza się okazja, by je wy jawić, milczy sz jak grób. Po co ten cy rk?
 O czy m ty mówisz?
 Mówię o Ronnie!  krzy czę i odpy cham go od siebie.  Mówię o ty m, że masz córkę!
Krew odpły wa mu z twarzy , blady opiera się ręką o ścianę, jakby bał się upaść.
Stoję nieruchomo, zupełnie odrętwiała, czekając, aż zaprzeczy . Zaprzeczy i powie, jak bardzo
się my lę.
Ale nic takiego nie mówi.
 Skąd wiesz?  py ta.
Unoszę dumnie podbródek.
 Test na ojcostwo. Własność publiczna.
 Publiczna? No, chy ba że się jej szuka. Kto mógłby by ć takim sukinsy nem, żeby & 
Napoty ka mój wzrok, jego oczy ciskają gromy .  Damien  stwierdza gniewnie i jednocześnie z
żalem.
Nie odpowiadam, ale to nie ma znaczenia. Jestem pewna, że prawda maluje się wy raznie na [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • natalcia94.xlx.pl