[ Pobierz całość w formacie PDF ]

łagodnie.
Postrzępiona błyskawica rozświetliła nocne niebo i na chwilę rzuciła na
jego twarz wyraz cierpkiej ulgi. Widziała jego zmagania wyraznie tam wyryte,
niezawodne okrucieństwo w jego zmysłowych ustach, liniach, płaszczyznach i
kantach twarzy, czarną pustkę jego oczu. Znów zapadła ciemność przytłumiona
przez blask świec. Znów był piękny, dokładna twarz z jej snów. Jej własny
mroczny anioł.
- 40 -
- Nie mam innego wyboru, poza zakończeniem mojego życia. Taki był
mój zamiar, gdy planowałem drogę do mojej ojczyzny. Byłem prawie martwy,
ale tchnęłaś życie z powrotem w moją skołataną duszę. Teraz tu jesteś, to cud,
stoisz przede mną, więc pytam jeszcze raz: Czy jesteś skłonna uratować moje
życie, moja duszę, Saro? Bo słowa raz wypowiedziane między nami, nie mają
odwrotu, nie można ich przemilczeć. Musisz to wiedzieć. Nie mogę ich cofnąć.
A ja nie pozwolę ci odejść. Wiem, że nie jestem aż tak silny. Czy jesteś
wystarczająco silna, aby podzielić się ze mną swoim życiem?
Chciałaby powiedzieć nie, nie znała go, nieznajomy, który przyszedł do
niej prosto po wzięciu krwi człowieka. Ale poznała go. Znała jego najskrytsze
myśli. Przeczytała każde słowo z jego pamiętnika. Był taki samotny, tak
całkowicie, zupełnie sam, a ona wiedziała, nawet bardzo, jak to jest być
samotnym. Nigdy nie będzie mogła od niego odejść. Był tam dla niej przez te
wszystkie długie, puste noce. Wszystkie te długie, niekończące się noce, kiedy
duchy jej rodziny zawodziły o zemstę, o sprawiedliwość. Był tam z nią. Jego
słowa. Jego twarz.
Sara położyła rękę na jego ramieniu, palce zawinęła wokół jego
przedramienia.
- Musisz wiedzieć, że nie porzucę dzieci. I tam jest mój wróg. On
przyjdzie. On zawsze mnie znajduje. Nigdy długo nie zostaję w jednym miejscu.
- Jestem łowcą nieumarłych, Saro - przypominał, ale słowa niewiele dla
niego znaczyły. Zwiadomy był tylko jej dotyku, jej zapachu, sposobu w jaki na
niego patrzy. Jej przyzwolenia. Czekał. Czekał całym sobą. Nawet deszcz i
wiatr zdawały się wahać. - Saro - powiedział miękko, boląca potrzeba, straszny
głód, oczywisty w jego głosie.
Zamknęła oczy, chcąc śnić, usłyszała własny głos w ciszy pokoju.
- Tak.
Falcon poczuł przypływ podniecenia. Przyciągnął ją naprzeciw siebie,
ukrył twarz w miękkości jej szyi. Jego ciało drżało z czystej ulgi, z jej oddania
dla niego. Nie mógł uwierzyć w ogrom swojego odkrycia, zjednoczenia ze
swoją życiową partnerką w ostatnich dniach swego istnienia. Pocałował ją
miękko, drżącymi ustami, podniósł głowę, aby spojrzeć jej w oczy.
- Biorę sobie ciebie na życiową partnerkę.- Słowa wypłynęły z niego,
wzniosły się z jego duszy. - Należę do ciebie. Zawierzam ci swoje życie. Daję ci
moją ochronę, moja lojalność, moje serce, moją duszę i moje ciało. Biorę pod
opiekę to, co twoje. Twoje życie, szczęście i dobro będą dla mnie najważniejsze
przez cały czas. Jesteś moją życiową partnerką, związana ze mną na całą
- 41 -
wieczność i zawsze pod moją ochroną. - Jeszcze raz ukrył twarz w miękkości jej
skóry, wdychając jej zapach. Pod jego ustami jej puls wabił, jej siła życiowa
wołała do niego, kusiła. Tak bardzo ponętna.
Poczuła różnicę od razu, dziwne szarpnięcie w jej ciele. Jej bolące serce i
dusza, wcześniej takie puste, były nagle całe, kompletne. Uczucie napełniło ją
uniesieniem; przeraziło ją to w tym samym czasie. To nie mogła być jej
wyobraznia. Wiedziała, że tam było inaczej.
Zanim mogła wystraszyć się konsekwencji swojego zobowiązania, Sara
poczuła jego wargi, miękki aksamit przesuwający się po jej skórze. Jego dotyk
odpędził wszystkie myśli, a ona chętnie oddała się w jego objęcia. Jego ramiona
przytrzymały ją bliżej serca, w schronieniu jego ciała. Jego zęby ocierały się
lekko w erotycznym dotyku, który wysłał dreszcz w dół jej kręgosłupa. Jego
język wirował leniwie, czuła maleńkie punkciki żaru szalejące w jej krwiobiegu.
Z własnej woli, jej ramiona wyciągnęły się, żeby przytulić jego głowę. Nie była
młodą dziewczyną obawiającą się własnej seksualności; była dorosłą kobietą,
która długo czekała na swojego kochanka. Chciała czuć jego usta i ręce. Chciała
wszystko to, co był skłonny jej dać.
Jego ręce przesuwały się po niej, spychając na bok cienką barierę jej topu,
by dostać się do jej skóry. Była delikatniejsza niż wszystko, co kiedykolwiek
sobie wyobrażał. Wyszeptał silne polecenie; jego zęby zatonęły głęboko, a bicze
błyskawic galopowały przez jego do jej ciała. Czysty - gorący żar. Erotyczny
ogień. Była słodka i pikantna, smak nieba. Pragnął jej, każdy jej centymetr.
Musiał zatopić swoje ciało głęboko w niej, znalezć swoją bezpieczną przystań,
swoje schronienie. Odpowiednio się pożywił i to było dobre, inaczej nigdy nie
znalazłby sił, żeby okiełznać swoją moc. Zużył każdą uncję samokontroli, aby
zatrzymać się przed dzikim zaspokajaniem. Wziął wystarczająco na wymianę.
Będzie w stanie dotknąć jej umysł, aby ją uspokoić. To będzie absolutnie
konieczne dla ich komfortu i bezpieczeństwa.
Naciął swoją pierś, przycisnął jej usta do swojej starożytnej, potężnej krwi
i łagodnie nakazał jej posłuszeństwo. Poruszała się zmysłowo przed nim,
prowadząc go bliżej i bliżej do krawędzi jego kontroli. Chciał jej, potrzebował
jej, a w chwili kiedy wiedział, że wzięła już wystarczająco do wymiany,
wyszeptał polecenie, aby zaprzestać karmienia. Starannie zamknął ranę i posiadł
jej usta, przeciągając swoim językiem po jej, pojedynkując i tańcząc, tak, że
wyglądała na oczarowaną, była tylko siła jego ramion, ciepło jego ciała i pokusa
jego ust.
- 42 -
Niespodziewanie, burza zyskała na intensywności, uderzając w parapet.
Błyskawice uderzały w ziemię z taką siłą, że zadrżała. Mały domek Sary
zatrząsł się, ściany złowrogo zadrżały. Grzmot huknął tak, że wypełnił
przestrzeń domu ogłuszającym dzwiękiem.
Sara wyrwał się z jego ramion, przycisnęła ręce do uszu i zaparzyła się na
gwałtowność nawałnicy na zewnątrz. Sapnęła, gdy kolejny piorun zaskwierczał
na niebie w wijących się liniach energii. Grzmot rozbił się bezpośrednio nad
nimi, wyrywając cichy, przerażony krzyk z jej gardła.
- 43 -
ROZDZIAA 4
ROZDZIAA 4
Zanim kolejny dzwięk mógł wydostać się z Sary, ręka Falcona łagodnie
zakryła jej usta w ostrzeżeniu. Sara nie potrzebowała jego ostrzeżenia; już
wiedziała. Jej wróg znalazł ją kolejny raz.
- Musisz się stąd wydostać - wysyczała łagodnie wbrew jego dłoni.
Falcon schylił głowę tak, że jego usta dotykały jej ucha.
- Jestem myśliwym nieumarłych, Saro. Nie uciekam przed nimi. - Jej
smak nadal był w jego ustach, w jego myślach. Była jego częścią, teraz
nierozłączną.
Przechyliła głowę do tyłu, aby na niego spojrzeć, krzywiąc się, gdy wiatr
wył i wrzeszczał z wystarczającą siłą, aby powodować niewielkie tornada na
ulicy i na podwórku, wyrzucając luzne papiery, liście i gałązki w powietrze, w
pośpiechu, z gniewem.
- Czy jesteś choć trochę dobry w zabijaniu tych istot? - zapytała o to z
krztyną niedowierzania. Słychać było wyzwanie w jej głosie. - Muszę znać
prawdę.
Po raz pierwszy od kąt pamiętał, Falcon miał ochotę się uśmiechnąć. Było [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • natalcia94.xlx.pl