[ Pobierz całość w formacie PDF ]

cej zobaczył wtedy po raz pierwszy.
20
Obudził się przede mną. - Jess - szepnął, kiedy otworzyłam oczy i zobaczyłam, że blade po-
ranne światło zaczyna barwić ściany mojego pokoju na różowo. I zobaczyłam, że Rob znów wkłada
koszulkę; widok naprawdę wart tak wczesnej pobudki. - Muszę iść.
- Nie idz. - Objęłam go ramionami w talii. Przespałam moment, kiedy wkładał dżinsy. Szkoda.
- Muszę - stwierdził, ze śmiechem wyplątując się z mojego uścisku. - Co, jeśli twoi rodzice się
obudzą? Naprawdę chcesz, żeby dowiedzieli się o wszystkim w ten sposób?
Rzucając się z niezadowoleniem na łóżku, powiedziałam:
- Chyba nie. No trudno. A co robisz pózniej?
- Widzę się z tobą - oznajmił, przysiadając w okiennej wnęce, żeby włożyć motocyklowe
buty. Strasznie jednak dziwnie było oglądać Roba Wilkinsa w mojej sypialni. Ale jeszcze dziw niej
było patrzeć, jak siedzi wśród obrzeżonych koronkami po duszek, którymi mama udekorowała siedze-
nie wbudowane we wnękę mojego wykuszowego okna. To trochę tak, jak zobaczyć Batmana, który w
drogerii kupuje szampon, czy coś. Zupełnie nie na miejscu.
- Muszę na trochę jechać do warsztatu - poinformował mnie Rob, kiedy włożył już oba buty i
wstał. - Chcesz do mnie przyjechać, wybierzemy się na jakiś lunch koło pierwszej?
- Mogę ci przywiezć lunch - zaproponowałam. - Mogłabym zrobić jakieś kanapki czy upiec
babeczki, czy coś.
Rob na mnie spojrzał.
- Czy ty właśnie powiedziałaś, że upieczesz mi babeczki?
- Tak - przyznałam ze skruchą. - Nie wiem, co mnie napadło. Bo przecież nie umiem.
- Jestem pewien, że jeśli kiedyś upieczesz babeczki, to będą przepyszne - rzekł Rob z galante-
rią.
- Nie, nie będą.
- No cóż, pewnie masz rację. Ale i tak dzięki, że pomyślałaś.
- No to widzimy się koło południa. - Wstałam z łóżka. - Chodz, odprowadzę cię na dół.
Rob próbował się ze mną spierać, że sam trafi na dół. Aleja nie chciałam ryzykować, że się
natknie na jedno z moich rodziców. Nie miałam ochoty, żeby odwołał zaręczyny po zaledwie sześciu
godzinach.
Ale udało mi się bez przeszkód wyprowadzić go przed dom. Jedyna istota poza nami, która
nie spała, to Chigger, a on też tylko wstał sprawdzić, czy jest coś do zjedzenia. A ponieważ ni czego
nie znalazł, poszedł spać.
Stałam na werandzie, w chłodnym powietrzu poranka. Chociaż było tak wcześnie, zupełnie
nie czułam zmęczenia. To dla tego, że raz na odmianę spałam jak kamień.
- Gdzie twoja furgonetka? - spytałam, kiedy rozejrzałam się dokoła i zobaczyłam na ulicy tyl-
ko jakiegoś sedana i - co prze zabawne - transama.
- Zaparkowałem za rogiem - przyznał Rob z nieśmiałym uśmiechem, a potem pocałował mnie
na pożegnanie. - Nie chciałem wzbudzać podejrzeń sąsiadów.
- Jesteś dżentelmenem - stwierdziłam. Zaczął schodzić po stopniach werandy, ale nie puszcza-
łam jego ręki. - Hej, Rob?
- Co?
- Mój tata kupił motocykl u ciebie? To znaczy, Błękitną Księżniczkę?
Rob uśmiechnął się swoim asymetrycznym uśmieszkiem.
- Tak. Zapytał mnie, jaki motocykl moim zdaniem podobałby się tobie i... No cóż, miałem taki
jeden, który wybrałem dla ciebie dużo wcześniej, nim zapytał. Ujmijmy to w ten sposób.
- Wiedziałam. - Moje serce z radości uprawiało podskoki. - Pa.
- Pa.
Wydawało mi się, że Rob z trudem opanowuje podskoki swojego serca - dowodził tego spo-
sób, w jaki się do mnie uśmiechał.
A potem szybko poszedł w kierunku swojej furgonetki. Stałam i patrzyłam, jak znika za ro-
giem. Dlatego nie zauważyłam, że drzwi transama, zaparkowanego po drugiej stronie ulicy, otworzyły
się. Bo za bardzo byłam zajęta obserwowaniem, jak Rob znika za rogiem.
I dlatego nie zorientowałam się, że w moją stronę idzie Randy Whitehead junior, póki nie był
już w połowie podwórka.
- Randy - powiedziałam, kiedy wreszcie go zauważyłam. - Kiedy udało ci się wyjść za kaucją?
Serio, nawet nie przyszło mi do głowy, że powinnam się wy straszyć. Tak mi się jeszcze krę-
ciło w głowie po tym wszystkim, co stało się nocą.
A nawet wtedy, kiedy Randy nic nie odpowiedział, tylko szedł dalej w moją stronę z bardzo
skupionym wyrazem tej swojej szczurzej twarzy widocznej spod włosów ostrzyżonych za sto dolarów,
wcale mnie to nie zdziwiło. Pomyślałam, że pewnie mnie nie dosłyszał.
- Co ty tu robisz, Randy? - spytałam. - Przyszedłeś prze prosić?
Ale kiedy wszedł po schodkach werandy i dwoma susami znalazł się przy mnie, a potem jedną
ręką złapał mnie za szyję, pchając na siatkowe drzwi, zrozumiałam, że przepraszać to on tu nie przy-
szedł.
- Zniszczyłaś mi życie - szepnął mi do ucha, przyciskając policzek do mojej twarzy.
Próbowałam krzyknąć. Naprawdę próbowałam. Ale dłonią uciskał mi krtań. Nie mogłam od-
dychać, co dopiero mówić o krzyku.
Chciałabym jeszcze dodać, że Randy wydzielał bardzo silny zapaszek, połączenie potu, Calvi-
na Kleina dla mężczyzn i tequili. Oczy zaczęły mi łzawić i to nie tylko z braku tlenu.
- Nikomu nie robiłem krzywdy - syknął Randy prosto w moje ucho. - Te dziewczyny tego
chciały. One same chciały. A teraz mama mówi, że przyniosłem jej wstyd, a tata, wiesz, co mówi tata?
Szarpałam rękoma jego dłonie, próbując oderwać je od mojej szyi. Próbowałam go kopać, ale
na bosaka nie mogłam mu wyrządzić większej szkody. Próbowałam go kopnąć w krocze, ale nie uda-
wało mi się dosięgnąć. Zresztą nie bardzo miałam jak wziąć zamach, biorąc pod uwagę, że uniósł
mnie parę centymetrów nad ziemię.
- Tata mówi, że jeśli cię zabiję, żebyś nie powiedziała mamie o Ericu, to może nawet mi które-
goś dnia wybaczy, że jestem takim nieudacznikiem. - Oddech Randy'ego śmierdział tak samo jak resz-
ta Randy'ego. Już od jakiegoś czasu nie zjadł żadnej miętówki. - Dlatego tu jestem. Miałem nadzieję,
że wyjdziesz z domu i wsiądziesz na ten swój motocykl. A wtedy za czekałbym, aż nie byłoby nikogo
na drodze i potrąciłbym cię, aż wpadłabyś do jakiegoś rowu, czy coś. Ale wiesz co? Tak mi się bar-
dziej podoba. Bo popatrz sobie. Nikogo w pobliżu nie ma. Tylko ty. I ja.
Trudno mi to było stwierdzić przez ten szum w uszach, ale wydawało mi się, że słyszę szcze-
kanie Chiggera. Tak. Chigger zdecydowanie szczekał. I wściekle rzucał się na drzwi z siatki, tuż za [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • natalcia94.xlx.pl