[ Pobierz całość w formacie PDF ]

startem. - Doskonały sprzęt.
-Ciesz się, że będzie do czego ją podłączyć - Juliet wzruszyła ramionami. - O wpół do
dwunastej masz wywiad z Marjorie Ballister, dziennikarką z  Sun .
-W porządku - skwitował, oglądając mikser.
-Gdybym wiedziała o tym wcześniej, kupiłabym egzemplarz, żeby zobaczyć, jak ona
pisze.
-Non importante. Za bardzo się przejmujesz, Juliet.
O mało nie ucałowała go w porywie wdzięczności. Uznała jednak, że byłoby to
nierozsądne.
-Cieszę się, że tak myślisz, Carlo - uśmiechnęła się do niego ze szczerą sympatią. - Co
za ulga, mieć do czynienia z kimś normalnym, po godzinie użerania się z tępakami.
-Z Franconim zawsze dobrze się współpracuje.
Juliet z ulgą opadła na fotel, żeby zrobić sobie chwilę przerwy. Carlo zaczął
przeglądać produkty.
47
- Dio! To jakiś sabotaż? - wykrzyknął nagle. Juliet momentalnie zerwała się na równe
nogi. - Ktoś chce mi zepsuć pastę! - pieklił się Carlo.
-Sabotaż? - Czyżby znalazł bombę w opakowaniu? - O czym ty mówisz?
-O tym! - gwałtownie potrząsał jakąś puszeczką. - Co to ma być?
-Bazylia - zaczęta niepewnie, zmieszana jego wściekłym spojrzeniem. - Była na
twojej liście.
-To nazywasz bazylią?! - gwałtownie wylał z siebie potok włoskich słów. Nie
potrzebowała tłumaczenia.
Grunt to spokój, Juliet, łagodzenie napięć należy do twoich obowiązków. Tylko się nie
denerwuj.
-Tak masz przecież napisane na puszce.
-No właśnie, na puszce! - prychnął z oburzeniem. - Czy w twoich mądrych notatkach
jest powiedziane, że mistrz Franconi używa bazylii z puszki?
-Bazylia, to bazylia - wykrztusiła drżącym głosem.
-Wyraznie mówiłem, że ma być świeża. Na swojej liście masz świeżą bazylię!
Accidentil Kto używa puszkowanych listków bazylii do pasła eon pesto? Czy ja
wyglądam na amatora bez ambicji?
Nie zamierzała opowiadać mu, jak wygląda. Może pózniej, prywatnie, przyzna, że
jego humory są niezwykle spektakularne.
-Posłuchaj, Carlo. rzeczywiście nie wszystko jest przygotowane, tak jak byśmy sobie
oboje życzyli, ale...
-Niczego specjalnego sobie nie życzę - rzucił wściekle. - Mogę gotować w każdych
warunkach, choćby na śmietniku, ale muszę mieć odpowiednie składniki.
Najważniejsze, żeby nie dać się wyprowadzić z równowagi.
-Przykro mi, Carlo. Może spróbujemy pójść na kompromis...
-Kompromis? - Wypowiedział to słowo z takim obrzydzeniem, iż zrozumiała, że go
nie przekona. - Czy Picassowi proponowałabyś kompromis w sprawach malarskich?
Juliet schowała puszkę do kieszeni.
-Ile ma być lej bazylii? - zapytała z rezygnacją
-Dziesięć deko.
-Załatwię to. Coś jeszcze?
- Jeszcze mozdzierz i tłuczek, najlepiej marmurowy. Juliet spojrzała na zegarek. Miała
czterdzieści pięć minut.
-Okay. Jeśli ty zajmiesz się wywiadem, ja załatwię resztę i na dwunastą będziemy
48
gotowi. - W duchu modliła się, żeby znalezć w okolicy odpowiedni sklep. - Nie
zapomnij podać tytułu książki i wspomnieć o następnym przystanku na naszej trasie -
zaznaczyła. - Będziemy u Galleghera w Portland, to dobrze zabrzmi. Trzymaj -
wyciągnęła z torebki mały aparat Gdybym nie wróciła, załatw dla mnie zdjęcie. Eliza
nic nie mówiła na temat fotografa.
-Zdaje się, że miałabyś ochotę poćwiartować tę małą - zaśmiał się Carlo, widząc, że
Juliet traci zimną krew.
-%7łebyś wiedział! Wez egzemplarz książki dla reporterki.
-Poradzę sobie z nią - powiedział ze spokojem. - A ty zajmij się bazylią.
Szczęście sprzyjało Juliet - wystarczyły trzy telefony, aby znalezć odpowiedni sklep.
Jednakże ani wędrowanie w deszczu, ani cena tłuczka, nie poprawiły jej humoru. Zerknęła na
zegarek i uświadomiła sobie, że nie ma nawet czasu porządnie się wyzłościć. Z pakunkiem -
jak je w duchu nazywała -  fanaberii Carla, wróciła biegiem do czekającej taksówki.
Za dziesięć dwunasta, przemoczona, wbiegła na trzecie piętro Galleghera. Pierwsze,
co zobaczyła, to Carlo, rozparty wygodnie w wiklinowym fotelu, i rozmawiający z ładną,
pulchną kobietą w średnim wieku. Był pogodny i ożywiony, a nade wszystko miał na sobie
suche ubranie. Przez moment rozważała, jak by zareagował, gdyby oberwał swoim
supertłuczkiem po głowie.
- O, Juliet - ochoczo zerwał się na jej widok. - Poznaj Marjorie. Wyobraz sobie, że
jadła w mojej restauracji w Rzymie.
- I wszystko wybornie mi smakowało. Dzień dobry. Zapewne mam przyjemność
poznać Juliet Trent, którą Carlo tak wychwalał.
Wychwalał? Juliet odłożyła torbę na siół i wyciągnęła rękę na powitanie.
-Miło mi panią poznać. Mam nadzieje, że zostanie pani na pokazie.
-Nie przegapię okazji skosztowania słynnego spaghetti Franconiego - dziennikarka
mrugnęła do Carla.
Juliet odetchnęła. Chyba nie dojdzie do katastrofy, przeciwnie, zapowiadało się na
artykuł pochwalny. Carlo obwąchiwał już torebkę z bazylią.
-No, ta jest doskonała. - Zważył w dłoni tłuczek. - Wokół naszej sceny zbiera się już
tłumek - zwrócił się do Juliet - więc przenieśliśmy się tutaj, żebyś mogła nas
zobaczyć, gdy zjedziesz ruchomymi schodami.
-Dziękuję.
Oboje zrobili, co do nich należało, nie ma więc o co się złościć. Zerknęła na Elizę
zajętą ożywioną rozmową z kilkoma osobami. Ta ma dobrze, niczym się nie przejmuje,
49
pomyślała Juliet z żalem. Cóż, ona też się ze wszystkim upora. Jeszcze tylko pięć minut na
poprawienie makijażu, a potem już wszystko pójdzie zgodnie z planem.
-Masz już wszystko, co trzeba, Carlo? - upewniła się. Ujął ją za rękę i uśmiechnął się
promiennie.
-Grazie, cara mia. Jesteś cudowna.
Miała ochotę coś odburknąć, ale powstrzymała się i odwzajemniła uśmiech.
- Wykonuję tylko swoje obowiązki. A teraz, jeśli pozwolisz, na chwilkę się oddalę.
Zaraz wracam.
Odeszła krokiem pełnym godności, a kiedy nie mógł już jej widzieć, puściła się
biegiem do łazienki, wyciągając po drodze z torebki szczotkę do włosów.
- A nie mówiłem? - Carlo ważył w dłoni paczuszkę z bazylią - Ona jest fantastyczna.
- I bardzo ładna - dodała Marjorie. - Nawet kiedy jest prze moczona i zdenerwowana.
Carlo ze śmiechem pochyli! się i chwycił obie ręce Marjorie.
- Jaka pani spostrzegawcza! Wiedziałem, że panią polubię. Zachichotała w
odpowiedzi. Przez moment poczuła się o dwadzieścia lat młodsza i o dziesięć kilo lżejsza. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • natalcia94.xlx.pl